Rekrutacyjna biegunka prestudentów zwiększyła popyt na rzetelne informacje dotyczące studiowania w poszczególnych miastach (najlepsze źródło to weterani, V rok). Ktoś coś usłyszał, plota poszła dalej, a pierwotny przekaz obrasta w miliony odpychających lub fascynujących legend. A później rozczarowanie i antyreklama. Jak to wygląda naprawdę?
Stary ład vs nowy porządek
Na filmiku promującym UMCS uczelnia chełpi się opanowaniem dysonansu pomiędzy tradycją a nowoczesnością, jakoby te dwie wartości zostały ze sobą zeswatane. No jest to ciekawe, zwłaszcza kiedy przyjrzymy się architekturze. Nowy budynek Wydziału Humanistycznego (zwany niekiedy ZUS-em) popchnął UMCS w finansową czarną dziurę, powodując zadłużenie uczelni na horrendalną kwotę. Dla przeciwwagi studenci pedagogiki przyjmują wiedzę przesiąkniętą odorem znakomicie rozwijającego się grzyba, nie do końca pewni o swoje bezpieczeństwo. Miny tegorocznych prawie-już-studentów również wyrażały milczący osąd daleki od aprobującego. Jednak wbrew pozorom budynek nie wpływa na komfort uczenia się, a duża część studentów ceni studiowanie w klimacie ( dosłownie) – i to wcale nie jest ironia.
Komputeryzacja – postęp czy kosmetyczne zmiany?
UMCS twierdzi, że posiada sale wyposażone w specjalistyczny sprzęt i że to jest ŁAŁ. To prawda, sale są skomputeryzowane, aule zautomatyzowane, ale ocena z egzaminu w internecie to rzadkość. Indeks ciągle jest najważniejszym zbiorem autografów, po które trzeba czekać pod salą czasem godzinami. USOS raczkuje. Zapisy na przedmioty na wielu wydziałach są tak spektakularne, że z powodzeniem zrobiłyby karierę na dużym ekranie.
Mądre głowy
Wiele można zarzucić uczelni, ale na tej niechlubnej liście z pewnością nie znajdą się pracownicy naukowi. Świetni specjaliści, nazwiska znane nie tylko w Polsce, ale i a całym świecie. Deptak indywiduów, świetnie zapowiadający się doktorzy. Oczywiście zła strona mocy również istnieje, ale w sąsiedztwie wykwalifikowanych pereł, wydaje się być zaledwie błędem statystycznym. I stara żelazna zasada – kto chce, ten się nauczy, bo z pewnością jest od kogo.
Lublin zachwyca
Lublin – miasto inspiracji – tak głosi slogan reklamowy. Rzeczywiście ciężko o lepsze tło dla studiowania. Piękne, zabytkowe miasto to istne podróże w czasie (I przestrzeni). W związku z pretendowaniem Lublina do miana Europejskiej Stolicy Kultury zaczęło się tu naprawdę dziać (choć i wcześniej nie było powodów do narzekania). Obcowanie z kulturą przez duże "k" to nie tylko działka humanistów, to wspólny mianownik wszystkich nieobojętnych na piękno dziedzictwa kultury. A trudno jest demonstrować znieczulicę studiując w takim mieście.
Najlepsze lata życia na Miasteczku Akademickim
Wisienka na torcie. Tutaj toczy się prawdziwe życie i tu czekają na studenta nagrody po znojach intelektualnej aktywności. Słowem WSZYSTKO, czego potrzebuje student do regeneracji. Na terenie Miasteczka znajduje się 10 akademików (+2 prywatne). Latem obszar ten przeistacza się w jedną wielką grillownię, zimą życie przenoci się do pubów. Dla spragnionych zaspokojenia potrzeb wyższych niż prymarne służy Akademickie Centrum Kultury Chatka Żaka, dla amatorów sportów - Akademicki Ośrodek Sportowy. Strategicznym punktem na mapie miasteczka jest tzw. murek (pod AOS-em) – tutaj również się ćwiczy – najpierw mięsień piwny, a później język oraz maryśka – miejsce zbiórki przed imprezą pod pomnikiem patronki uniwersytetu. O Miasteczku można mówić tak dużo, że aż podejrzanym wydaje się fakt, że jeszcze nikt nie napisał przewodnika (kuszące, kuszące).
Bilans – warto?
Wschodnia (= gorsza) Europa, brak perspektyw pracy, ogromne zadłużenie.... Warto. Dla wspomnień, dla przeżyć, dla jakiejś dziwnej kumulacji magii na tej śmiesznej Lubelszczyźnie. Dla atmosfery, dla tej jednej wielkiej komuny studentów, dla siebie.
