Od kilku dni wszystkie wydania głównych serwisów informacyjnych, rozpoczynają się od wiadomości zogniskowanych wokół wydarzeń mających miejsce na Wyspach Brytyjskich. To co się dzieje w Wielkiej Brytanii, to już nie jest bowiem zwykłe złodziejstwo, czy wandalizm, lecz w wielu swoich aspektach przypomina regularną wojnę między młodocianymi bandytami skupionymi w grupach, a policją reprezentującą aparat państwowy.
Spór o istotę społeczeństwa
Eskalacja zamieszek stała się odpowiedzią za zabicie przez policjantów czarnoskórego przestępcy, a początkowo pokojowa manifestacja przerodziła się w regularną bitwę. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o istotę obserwowanych wydarzeń już dawno nie oscyluje wokół pospolitego bandytyzmu, lecz sięga znacznie dalej – w głąb struktury brytyjskiego społeczeństwa.
Przedstawiane są min. stanowiska określające młodzież uczestniczącą w zajściach mianem frustratów, pozostających trwale bez stałego zatrudnienia, polegających na państwie, jako socjalnym gwarancie ich życia, które to w związku z ogólnoświatowym kryzysem i wymuszonymi reformami nie ma już zbyt wiele w tej kwestii do zaoferowania. To jedna strona medalu, a więc gospodarcza bessa i brak perspektyw na przyszłość, natomiast z drugiej strony jawi się nam coraz wyraźniej obraz wielokulturowego społeczeństwa, gdzie młodzi ludzie tworzą swoją tożsamość jako hybrydę wszystkich tożsamości grupowych do jakich należą.
Wszystkiemu winna wielokulturowość?
W rezultacie postępującej wielokulturowości, następuje swoiste zatracenie indywidualnej odmienności człowieka wymuszając niejako przeprowadzenie transformacji obowiązujących systemów prawnych, z których każdy silnie związany jest z tożsamością grupy. Pojawia się jednak pytanie czy istnieje pewna jednakowa pula wartości, które byłyby wspólne dla grup funkcjonujących w obrębie jednego państwa?
Wydaje się, iż jednostka będzie koncentrować się w obrębie grupy, powstaje zatem kolejne pytanie czy państwo będzie w ogóle potrzebne? Czy może w przyszłości to każdy z nas w relacji z pozostałymi członkami wspólnoty tworzyć będzie system normatywny odpowiadający przejawianym wartościom – wspólnym dla danej grupy różnym dla państwa.
Jakie wnioski na przyszłość?
Odpowiedź na tak postawione pytanie wciąż pozostaje zagadką, jednak wydarzenia brytyjskie przybliżają nas do momentu gdy będziemy musieli się z nim zmierzyć. To, co wydarzyło się na Wyspach wymaga bowiem głębszej refleksji nad istotą wielokulturowości światowych aglomeracji dzielący mieszkańców wedle dzielnic, i to zarówno pod względem koloru skóry, jak i wykształcenia i poziomu zamożności.
W takich miejscach zatraca się indywidualna tożsamość, a do głosu dochodzi siła i wola grupy, która często w brutalny sposób artykułuje swoje żądania i upomina się o respektowanie prawa do godnego życia.