Może to dlatego, że Praga jest całkiem blisko, kiedy odwiedzam stolicę Czech robię to na ogół bez przygotowań, planów i oczekiwań. Najpierw jadę do Cieszyna, przechodzę most na Olzie, idę na dworzec i wsiadam na stacji Český Těšín w czeski pociąg. Czeskie pociągi nie tylko mnie zachwycają od lat – dojeżdżają wszędzie, nawet do małych miejscowości, trzeba się tylko przesiadać w coraz to mniejsze składy. A do Pragi to już w ogóle nie ma problemu z dojazdem.
Wysiadając na dworcu głównym najczęściej wiem już, gdzie będę nocowała. Praskich hosteli na stronie HostelsClub.com nie brakuje i w tym serwisie najczęściej rezerwuję małe łóżeczko w wielkim mieście. Ostatnio wybrałam dzielnicę Žižkov. Niegdyś robotnicza część miasta, obecnie chętnie zamieszkiwana jest przez studentów, artystów, zmienia charakter na bardziej „bohemiarski”. Ciągi kamienic czynszowych, sklepy z chińszczyzną i wieża telewizyjna. Właśnie – wieża telewizyjna!
Na placu między domami na robotniczym Żiżkowie stoi najobrzydliwsza budowla w Pradze: widoczny zewsząd w Pradze nadajnik telewizyjny, nazywany przez ludność wiertarką, a przez jednego poetę koszmarną wieżą strażniczą, która pilnuje zgrzybiałych kamienic.
Wiertarka powstała w drugiej połowie lat osiemdziesiątych i stanęła na cmentarzu żydowskim z 1630 roku, który prawie w całości zlikwidowano, a miejsce zalano betonem. – pisze znany czechofil Mariusz Szczygieł.
Ale nie po to poszłam pod ta wieżę, żeby się przekonać z bliska, czy rzeczywiście jest ona najobrzydliwszą budowlą w Pradze (nie, nie, nie – z tego powodu by mi się nie chciało). Chciałam zobaczyć „Niemowlęta” Davida Černego. Nie byłam jedyną turystką, która zadzierała głowę wypatrując kodów kreskowych między podobnymi tyłkom policzkami. Takie płaskorzeźby zdobią wieżę – dziesięć czarnych niemowlaków równie urodziwych jak obiekt, na którym zostały zamieszczone. Černy to ma pomysły… W Pradze znajdziemy więcej jego realizacji. Niektóre rozśmieszają zanim widz zastanowi się o co chodzi. Patron Czech – święty Wacław siedzący na brzuchu konia zwisającego do góry nogami z sufitu Pałacu Lucerny, albo „Sikający” – pomnik ku czci wejścia Czech do Unii Europejskiej (dwóch mężczyzna sika do basenu, któremu rzeźbiarz nadał kształt Republiki Czeskiej). Oj, niby blisko od nas do Pragi, ale w Warszawie by to nie przeszło. I to w centrum miasta! Ale wracajmy na Žižkov. Dla moich wizyt praskich dzielnica ta ma dwie zasługi: możliwość wypicia kieliszka frankovki w maleńkiej vinotece przy jednej z głównych ulic Žižkova, naprzeciwko przystanku tramwajowego. W środku stoją trzy stoliczki, przy których przesiadują starsi mieszkańcy dzielnicy i piją winko. Kieliszków jest więcej niż stoliczków, ale nie zbyt wiele – od czasu do czasu pani prowadząca lokal upomina któregoś z klientów, żeby nie przetrzymywał kieliszka, bo potrzebny jest dla kolejnych chętnych. Bardzo lubię tamtą vinotekę – jej ciasnotę, w której mieszają się dialogi w czeskim języku.