384841_244770825577788_240410619347142_623381_830590360_N
Dodał: sylwia32684
Dodano 2012-02-22 05:54:03
Pobrano: 0
Tagi: bb
Ocena/Liczba głosów: 0/0
Wielkość pliku: 12 KB
Nieszczęsne mity o ludzkiej seksualności Jedną z cech obecnej cywilizacji jest zupełnie bezkrytyczne i natrętne wręcz promowanie nieszczęsnych mitów w odniesieniu do ludzkiej seksualności. Mit pierwszy głosi, że wszystkie zachowania w sferze seksualnej są równie dobre i że ta sfera jest wyłącznie prywatną sprawą danego człowieka. Mit ten jest nadal podtrzymywany mimo, że jest on absurdalny i zupełnie sprzeczny z oczywistymi faktami. Faktem jest przecież, że znaczna część zachowań seksualnych jest aż tak bardzo okrutna i szkodliwa, że nie tylko naruszają one normy moralne, ale są również zakazane przez kodeks karny. Równie oczywistym faktem jest to, że niektóre zachowania seksualne prowadzą nie tylko do przestępstw, ale także do zranień fizycznych i psychicznych, do nałogów i uzależnień, do zaburzeń psychicznych i chorób fizycznych. Inny modny obecnie mit głosi, że to badania naukowe powinny decydować o tym, które zachowania w sferze seksualnej są prawidłowe i roztropne. Tymczasem badania naukowe mogą jedynie rejestrować to, co czynią poszczególni ludzie czy grupy społeczne. Nauki empiryczne nie są natomiast w stanie określić, które zachowania są dojrzałe oraz jaki jest ostateczny sens ludzkiej seksualności. Ponadto coraz częściej okazuje się, że badania naukowe są manipulowane, czyli podporządkowane interesom sponsorów, a nawet samych badaczy. Naukowcy nie szukają wtedy prawdy, ale próbują „udowadniać” przyjęte z góry tezy. Jeśli badania skuteczności prezerwatyw dokonywane są za pieniądze producentów antykoncepcji, to z góry wiadomo, że muszą one „wykazać” niezwykłą skuteczność tych produktów. Inaczej honorarium dla „naukowców” będzie niewielkie. Słynny stał się ostatnio skandal związany z „badaniami” Kinseya na temat typowych zachowań seksualnych w społeczeństwie amerykańskim. Okazało się, że „badał” on głównie osoby zaburzone, więźniów i przestępców seksualnych, a celem takich „badań” było „naukowe udowodnienie”, że wszystkie zachowania seksualne są jednakowo dobre, łącznie z seksualnym wykorzystywaniem dzieci i innymi patologiami (por. Reisman J., Eichel E., Kinsey — seks i oszustwo, Wydawnictwo A.M. Dybowski, Warszawa 2002). Kolejnym modnym mitem jest twierdzenie, że prezerwatywa gwarantuje „bezpieczny” seks, czyli że można współżyć z kimkolwiek i w jakikolwiek sposób bez żadnych negatywnych konsekwencji. Tymczasem w rzeczywistości prezerwatywa to rodzaj rosyjskiej ruletki. Można ją też nazwać opóźniaczem śmierci, gdyż może ona jedynie opóźniać zarażenie się chorobami przekazywanymi drogą płciową. Nie może natomiast przed tymi chorobami uchronić. Większość ludzi chorych i umierających na AIDS — przynajmniej w Europie i Ameryce Północnej - to osoby, które uwierzyły w mit o bezpiecznym seksie, który miała gwarantować prezerwatywa. W rzeczywistości nic poza czystością przedmałżeńską i wiernością małżeńską nie może zapewnić nam bezpiecznego seksu i uchronić przed chorobami przenoszonymi drogą współżycia seksualnego. Z chorobą AIDS związany jest kolejny nieszczęsny mit. Zwłaszcza środowiska homoseksualistów - a zatem osób najbardziej dotkniętych tą chorobą — próbują wmówić samym sobie oraz innym ludziom, że głównym problemem ludzi chorych na AIDS jest brak akceptacji ze strony społeczeństwa. Tymczasem głównym problemem tych chorych jest fakt, że umierają i że odtąd już do śmierci powinni zachować całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, aby nie zarazić tą śmiertelną chorobą innych osób. Cała grupa absurdalnych mitów związana jest z aborcją. Jednym z takich mitów jest twierdzenie, że nie narodzone niemowlę w łonie swojej matki nie jest jeszcze człowiekiem. Podobnie cyniczny mit to twierdzenie, że dobrze przeprowadzona aborcja nie jest krzywdą dla matki. Oba te mity są w oczywistej sprzeczności z wiedzą z zakresu medycyny. Kolejny mit to twierdzenie, że aborcja wynika z prawa kobiety do decydowania o tym, czy chce być ona matką, czy też nie. Tymczasem aborcja dotyczy wyłącznie tych kobiet, które już są matkami. W tej sytuacji mogą one jedynie decydować o tym, czy być matką dziecka żywego czy też dziecka zabitego. Jeszcze jeden mit to twierdzenie, że problemem nie jest sama aborcja, a jedynie niebezpieczne warunki przeprowadzenia aborcji. Tak rozumując trzeba by pozwolić na legalne dokonywanie nie tylko aborcji, ale także na przykład kradzieży, gdyż dopóki kradzież jest zakazana prawem, to złodzieje „muszą” dokonywać jej w niebezpiecznych dla zdrowia i życia warunkach (przeskakują przez ogrodzenie, uciekają przed policją, bywają zranieni czy zabici przez broniącą siebie i dobytku ofiarę napadu). Z problemem aborcji związany jest też wyjątkowo cyniczny mit, a mianowicie mit, że lekarze powinni rozwiązywać problemy społeczne, psychiczne czy materialne kobiet, które oczekują narodzin dziecka. Tymczasem jedynym zadaniem służby zdrowia jest leczenie chorych ludzi, a nie rozwiązywanie ich problemów pozamedycznych. Jeśli mama oczekująca narodzin swojego poczętego już dziecka ma problemy natury społecznej, psychicznej czy materialnej, to lekarz powinien ją skierować do odpowiednich instytucji czy osób (ośrodek pomocy społecznej, psycholog, ksiądz, fundacje związane z ochroną matek i dzieci), a nie zabijać jej dziecko. Niemniej absurdalny mit polega na żądaniu, by „nie dyskryminować” homoseksualistów, czyli by w imię „tolerancji” i „równości” praw uznać związki homoseksualne za coś tak samo dobrego jak związek małżeński kobiety i mężczyzny. Gdyby zgodzić się na tego typu mit, to wszystkie możliwe do pomyślenia formy związków między ludźmi trzeba by akceptować i uznać za równie wartościowe. A zatem także zakazane prawem związki seksualne osób dorosłych z dziećmi czy poligamię. Trzeba by również przyznać prawa małżeńskie pojedynczym osobom, które mogą przecież uznać się za jednoosobowe małżeństwo! Tymczasem sprzeciw wobec związków homoseksualnych nie wynika z braku tolerancji ani nie jest przejawem dyskryminacji, lecz wynika z faktu, że społeczeństwo oparte na takich związkach byłoby po prostu skazane na biologiczne wymarcie. Nie może zatem traktować i wspierać takich związków na równi z małżeńskim związkiem kobiety i mężczyzny, bez których nie może istnieć żadne społeczeństwo i bez których możemy zbudować jedynie cywilizację śmierci. Niestety tego typu okrutnych i cynicznych mitów dotyczących ludzkiej seksualności jest dużo więcej. Są one nadal głoszone w telewizji, radiu i czasopismach, a także przez niektórych seksuologów, ginekologów, a nawet wychowawców mimo, że absurdalność tych mitów jest oczywista. Trwanie tego typu mitów jest nie tyle wynikiem ludzkiej naiwności, ile raczej wynikiem świadomej manipulacji ze strony tych, którzy zarabiają na chorej seksualności. Producenci oraz sprzedawcy pornografii i antykoncepcji, lekarze dokonujący aborcji, osoby związane z prostytucją, seksuolodzy i terapeuci leczący zaburzenia seksualne to przykłady środowisk i osób, które szukają swoich klientów wśród ludzi zaburzonych i zniewolonych w sferze seksualnej. Takie osoby i środowiska chętnie wymyślają różne mity oraz iluzje, dzięki którym łatwiej jest im znaleźć i poszerzyć krąg klientów, którzy kupią oferowane przez nich towary czy usługi. Mitami seksualnymi posługuje się obecnie wielu twórców reklam i filmów, przez co środki społecznego przekazu stają się coraz częściej miejscem przemocy i molestowania seksualnego oraz miejscem promowania postaw zaburzonych i chorych. Zdarza się nawet i tak, że wychowanie seksualne w szkole w wykonaniu nieodpowiedzialnych czy niekompetentnych nauczycieli staje się miejscem demoralizacji i przemocy seksualnej w odniesieniu do dzieci i młodzieży. W tej sytuacji tylko ci młodzi, którzy potrafią krytycznie myśleć i wyciągać logiczne wnioski z obserwacji życia swojego oraz innych ludzi, mają szansę ustrzec się niebezpiecznych mitów i zająć rozsądną postawę w sferze seksualnej. W przeciwnym przypadku staną się kolejnymi ofiarami cynicznych dorosłych, którzy żerują na ludzkiej słabości i ryzykują, że również w ich życiu seksualność odsłoni swoje dramatyczne i nieszczęsne oblicze. -------------------------------------------------------------------------------------------- Wartość przyjaciela Pewnego dnia, był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum, zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu. Nazywał się Kyle. Wyglądało na to, że niósł ze sobą wszystkie książki. Pomyślałem sobie: Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do domu wszystkie swoje książki? To musi być skończony osioł. Miałem sporo planów na ten weekend (imprezy, mecz futbolowy jutro popołudniu), więc wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego stronę. Wpadli na niego, wyrwali mu z rąk wszystkie książki i podstawili nogę, tak, że wylądował w kurzu. Jego okulary poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w trawie około pięciu metrów od niego. Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach. Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a kiedy czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich okularów, zobaczyłem w jego oczach łzy. Podałem mu okulary i powiedziałem: - Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać! Spojrzał na mnie i powiedział: - Hej, dzięki! Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność. Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka. Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem, dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem. Powiedział, że wcześniej chodził do szkoły prywatnej. Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze szkoły prywatnej. Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść książki. Okazało się, że był całkiem fajnym chłopakiem. Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę. Odpowiedział, że tak. Trzymaliśmy się razem przez cały weekend, a im lepiej poznawałem Kylea, tym bardziej go lubiłem. Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele. Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem swoich książek. Zatrzymałem go i powiedziałem: - Jeśli codziennie będziesz nosił te książki, dorobisz się niezłych muskułów! Roześmiał się tylko i podał mi połowę książek. W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na studia. Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke. Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta odległość nigdy nie będzie problemem. On zamierzał zostać lekarzem, a ja chciałem dostać sportowe stypendium. Kyle miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku, więc musiał się przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc, że jest kujonem. Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na podium i wygłosić mowę. Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kylea. Wyglądał wspaniale, był jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w szkole. Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach. Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny. Matko, czasami byłem zazdrosny! Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową. Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem: - Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały! Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym wyrażającym wdzięczność) i uśmiechnął się. - Dziękuję - Powiedział. Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka razy i zaczął: - Zakończenie roku jest czasem, kiedy dziękujemy ludziom, którzy nam pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom, nauczycielom, rodzeństwu, może trenerom... ale najbardziej swoim przyjaciołom. Chcę wam powiedzieć, że bycie przyjacielem jest najlepszym darem, jaki możecie im dać. Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię. Spojrzałem z niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy opowiedział o dniu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić. Opowiedział w jaki sposób opróżnił swoją szafkę, żeby jego mama nie musiała później tego robić, i jak niósł swoje rzeczy do domu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo. - Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy. Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten przystojny, popularny chłopak opowiadał o swojej słabości. Zobaczyłem jego mamę i tatę uśmiechających się do mnie w ten sam, pełen wdzięczności sposób. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z jego głębi. Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów. Jednym drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby. Na lepsze lub na gorsze. Bóg stawia nas na czyjejś drodze, abyśmy w jakiś sposób wpłynęli na życie innej osoby. Szukaj Boga w innych. "Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata." Nie istnieje żaden początek ani koniec... Dzień wczorajszy jest historią. Dzień jutrzejszy - tajemnicą. Dzień dzisiejszy jest - darem. --------------------------------------------------------------------- Pospolity przyjaciel nigdy nie widział Twojego płaczu. Prawdziwy przyjaciel ma ramiona przemokłe Twoimi łzami. Pospolity przyjaciel nie zna imion Twoich rodziców. Prawdziwy przyjaciel ma ich numery telefonów notesie. Pospolity przyjaciel przynosi butelkę wina na prywatkę. Prawdziwy przyjaciel przychodzi wcześniej i pomaga gotować i zostaje dłużej, aby sprzątać. Pospolity przyjaciel będzie zły jak go obudzisz Twoim telefonem. Prawdziwy przyjaciel zapyta dlaczego to zajęło Ci tak długo. Pospolity przyjaciel próbuje rozmawiać z Tobą o twoich problemach. Prawdziwy przyjaciel pomaga Ci je rozwiązać. Pospolity przyjaciel rozmyśla o Twojej romantycznej historii. Prawdziwy przyjaciel może Cię nią szantażować. Pospolity przyjaciel gdy Cię odwiedza zachowuje się jak gość. Prawdziwy przyjaciel otwiera sam lodówkę i czuje się jak u siebie w domu. Pospolity przyjaciel myśli, że przyjaźń skończona jak jest jakiś problem. Prawdziwy przyjaciel wie, że "prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie". Pospolity przyjaciel oczekuje, ze zawsze będziesz przy nim jak ma kłopoty. Prawdziwy przyjaciel stara się zawsze być przy innej osobie, która ma kłopoty. 0000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000 Przyjaźń Kwiaty nie zakwitną bez ciepła słońca. Ludzie nie mogą stać się ludźmi bez ciepła przyjaźni. Tak jak rozwój rośliny uzależniony jest od korzystnego klimatu, tak rozwój człowieka zależy od duchowej atmosfery, w której żyje. Ludzkie zachowanie zależy od tego, co inni otwarcie czy też skrycie, świadomie czy nieświadomie sądzą i odczuwają. Obojętność i nieufność rozdzielają ludzi. Atmosfera ochładza się, czasem nawet do temperatury poniżej zera. Zgoda i zaufanie ludzi jednoczy. Na świecie robi się cieplej. Inni nie staną się lepsi od tego, że będziesz o nich źle mówił czy myślał. Jeśli dobrze myślisz o ludziach, dajesz im do zrozumienia, że nie są ci obojętni, że znaczą dla ciebie wiele, godni są twojego zachodu i że dadzą się lubić. Przyjaźń to najwspanialszy i najbardziej kosztowny dar. To sens i znaczenie wszystkich darów, ilekroć ludzie ich obdarowują. Dar przyjaźni nigdy nie jest ciężarem. On nie obciąża, albowiem jest unoszony strumieniami sympatii, które płyną bez skrytych zamiarów z serca do serca. Jeżeli ten dar jest znakiem prawdziwej przyjaźni, możemy go śmiało owinąć nawet w jaskrawobarwny papier i kolorowymi wstążkami przewiązać. Nasza przyjaźń pozostanie niezapakowana, spontaniczna i wolna. Nie samo darowanie, ale przyjaźń jest najważniejsza. Pewna kobieta była bardzo bogata, a chciała umrzeć. Posiadała nieruchomości w Hamburgu, Paryżu i Londynie, lecz nie chciała żyć. Wzięła tabletki. Lekarze jednak ją odratowali. Dwie długie godziny przysłuchiwałem się jej historii. Pod koniec rozmowy rozpłakała się: "Z wszystkiego bym zrezygnowała, w zamian za trochą przychylności, za odrobinę przyjaźni". Dlaczego tak wielu ludzi nic z tego życia nie ma? Ponieważ nie mają żadnych przyjaciół. Nie znają żadnej bratniej duszy. Nie zauważają żadnych odznak, że ktoś ich lubi. Ponieważ nie ma nawet kwiatka który by kwitł dla nich. Phil Bosmans List do przyjaciół Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem. Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie. Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią. Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę. Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości! Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie. Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością, lecz z zapomnieniem (opuszczeniem). Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę. Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze. Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł. Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył. Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz. Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem. Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz. Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę. Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie. Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz. Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni. Prześlij te słowa komu zechcesz. Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj. Dlaczego przyjaźń boli? Przyjaciel to ktoś, kto potrafi mnie kochać niezależnie od tego, czego się o mnie dowie. /Marek Dziewiecki/ Tylko "sterylna" przyjaźń nie boli Prawdziwe przyjaźnie rodzą się tylko wśród osób świadomych swojego „ja”, zainteresowanych innymi ludźmi, zdolnych do empatii, lojalności i oddania. Wymagają też wyzbycia się – a więc niezbędnej straty – niektórych z naszych rojeń, dotyczących przyjaźni1. Wymagania stawiane wobec przyjaciela są wysokie, a pozbywanie się naszych iluzji związanych z przyjaźnią jest bolesne. To prawda, że nasze przyjaźnie mogą być równie silne, a nawet silniejsze niż więzy krwi czy małżeństwa, ale dzieje się tak wtedy, kiedy poradzimy sobie z naszą wewnętrzną ambiwalencją, seksualnością i zgodzimy się na to, że przyjaciele okazują sobie przyjaźń „w kratkę”. Wyobraźmy sobie, że przyjaźń nigdy nie boli. Jakby wtedy wyglądała? Sztucznie i sterylnie. Byłaby to przyjaźń między ludźmi, którzy bojąc się być blisko siebie, oglądają siebie przez szybę, aby się nie zranić. Ale wtedy, nie chcąc się wystawić na ryzyko bólu i cierpienia, skazaliby się na samotność we dwoje. Przyjaźnie muszą boleć, bo tworzą je ludzie Bolą jednak nie tyle one same, ile procesy ich kształtowania i zmiany, jakie pod ich wpływem i dla ich zachowania dokonują się w ludziach. Boli, że nie możemy być tylko dla siebie Nostalgia za prawdziwym przyjacielem jest objawem poszukiwania w naszym życiu takiej więzi, w której doświadczalibyśmy absolutnej miłości i zaufania. Kiedy bylibyśmy połączeni przez podobne pasje i dążenia, a u naszego boku mielibyśmy kogoś, przed kim można odsłonić najciemniejsze zakamarki naszej duszy i zarazem nie bać się, że z jakichś powodów zostaniemy odrzuceni. Takiej osoby pragniemy, takiej osoby szukamy, i tak rozumiemy prawdziwą przyjaźń. Zdaniem Elreda, opata z Rievaulx, „prawdziwie samotnym jest ten, kto nie ma przyjaciela”. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Jednak w najgłębszej nawet przyjaźni zaboli to, że przyjaźń nie jest „sklonowaniem duszy”. Nigdy dwoje ludzi nie może żywić nadziei, że zaspokoją nawzajem wszystkie swoje potrzeby, że jeden stanie się „wszystkim” dla drugiego. Przyjaciela nie „ma się” na własność. Przyjaciela w ogóle się nie „ma”. Z przyjacielem „się jest” i przyjacielem „się staje”. My zaś instynktownie niemal szukamy przyjaciół, aby w ich twarzy zobaczyć siebie. Potrzebę tę szczególnie widać w przyjaźniach z okresu młodzieńczego. Przyjaciele z dzieciiństwa są nam potrzebni, aby odkryć, potwierdzić i skonsolidować to, kim jesteśmy. W tego typu przyjaźnie bardzo silnie wpisana jest potrzeba wyłączności. Dobierając sobie przyjaciela czy przyjaciółkę, szukamy w nich często swojej drugiej połówki – i to nie tylko brakującej, ale i bez skazy. Jeśli jednak chcemy spotkać się z przyjacielem, a nie tylko zatrzymać go przy sobie, musimy w dojrzały sposób zgodzić się na jego „inność” i „odrębność”. A to przynajmniej na początku boli. Możemy bowiem kogoś kochać bez jego wiedzy, ale nie możemy się z kimś przyjaźnić bez jego wiedzy i zgody. Boli, że bywamy „przyjaciółmi w kratkę” W każdą przyjaźń wchodzimy ze „skazą charakteru”, która krępuje i ogranicza nasze relacje z innymi. Wynika ona z ambiwalentnej postawy: kochamy, ale i zazdrościmy; kochamy i rywalizujemy. Często jest nam łatwiej współczuć niż cieszyć się szczęściem drugiej osoby, pomyślnością naszego przyjaciela. Czy nie jest tak, że nasze przyjaźnie wygasają w tym momencie, w którym trudno nam już ukrywać przed sobą własną zazdrość? Stwierdzenie: „Obraziłem się na przyjaciela” jest często tylko zakamuflowaną formą przyznania się do tego, że zazdroszczę mu powodzenia, którego już dłużej nie potrafię tolerować. „Inność” przyjaciela może nas bowiem doprowadzić albo do frustracji, albo wdzięcznego zaciekawienia, w zależności od tego, jak potrafimy żyć z wrodzoną zazdrością. Myśląc o przyjaźni zapominamy często o tym, że „względnie łatwo jest być przy drugiej osobie i przyjść jej z pomocą w przeciwnościach losu, ale trudniej wytrwać przy przyjaciołach w ich radosnych chwilach”. Zazdrość to słowo, którego nie kojarzymy z przyjaźnią, bo przyjaźń jest dla nas więzią ludzi sobie bliskich i przynajmniej duchowo równych. Dopiero dojrzewając w przyjaźniach skłonni jesteśmy do tego, aby wyjść poza siebie i nauczyć się patrzeć we wspólnym kierunku. Ponieważ przyjaźń traktujemy często jako promocję naszego wizerunku, boli zobaczenie siebie jako „przyjaciela w kratkę”. Boli, że przyjaźń to nie czysty altruizm Dla wielu z nas prawdziwa – może raczej trzeba byłoby powiedzieć dojrzała – przyjaźń jest „zgodnością w prawach ludzkich i boskich, połączoną z życzliwością i miłością względem siebie”. Ale tu czeka na nas kolejna pułapka. Choć przyjaźń nie jest czystym altruizmem, to wydaje się kierować zasadą, „by nie dawać więcej niż drugi jest gotów przyjąć i nie spodziewać się więcej od drugiego niż on może dać”. Ta miara pokazuje, jak daleko można się posunąć w przyjaźni. Należy uniknąć dwóch skrajnych postaw: dawania bez brania oraz odmowy przyjmowania. Są bowiem osoby, które w przyjaźni szukają azylu, aby za wszelką cenę mieć do czegoś lub kogoś prawo, ale chętniej podtrzymują roszczenia niż pozwalają się obdarować. Tacy ludzie sprawiają wrażenie, jakby działali według zasady: „Lepiej żebyś czuł się zobowiązany niż żebym ja miał się tak czuć”. Są i takie osoby, dla których przyjaźń staje się okazją do odmowy przyjmowania, ponieważ zgoda na osobiste korzyści kojarzy im się ze zdradą przyjaciela. Często jednak pod maską takiego altruizmu kryje się subtelne poczucie własnej wyższości i wybrania. Relacja przyjaźni wcale nie musi być identyczna po obu stronach, ponieważ każdy z przyjaciół jest inny, ma własną historię, swój sposób wyrażania uczuć, okazywania sympatii i zaufania. Pomimo całego bogactwa naszej przyjaźni, tego, co do niej wnosimy i jak się tym wzajemnie obdarowujemy, wszyscy musimy się zgodzić na to, że „wchodząc w świat szerszy niż nasze więzy krwi, staramy się nawiązać przyjaźnie bez skazy, lecz te zapoczątkowane dobrowolnie przez obie strony związki, jak wszystkie więzi, przyniosą ze sobą nie tylko radości, ale i rozczarowania”. Boli, że kobieta i mężczyzna są różni Nie tak rzadko daje się usłyszeć, że przyjaźń między mężczyzną a kobietą jest niemożliwa. Takie stwierdzenie boli zarówno mężczyzn, jak i kobiety, którzy uważają je za niesprawiedliwe. Niemniej, przyjaźnie z osobami płci przeciwnej trzeba zawsze w jakiś sposób pogodzić z naszą seksualnością. W tej mierze, w jakiej przyjaźń domaga się od nas, abyśmy trzymali na wodzy nasze pragnienia seksualne, można postrzegać ją, w pewnym sensie, jako więź niekompletną i niedoskonałą – a to boli. Psycholodzy potwierdzają, że przyjaźń między mężczyzną a kobietą występuje rzadziej niż przyjaźń między osobami tej samej płci. Niektórzy z nich uważają, że jeśli niektórym mężczyznom i kobietom uda się nawiązać przyjaźń, to ich związek należeć będzie do jednej z trzech kategorii: a) do przyjaźni przypominających bardziej związek osób tej samej płci, na zasadzie: „Traktuję ją jak siebie albo jak mężczyznę”; b) do relacji o charakterze rodzinnym: „Traktuję go jak brata, ojca, syna” lub c) do związków zaczynających się jako platoniczna przyjaźń, a kończących się jako zamaskowana – nie zawsze do końca – miłość seksualna6. Więź, o którą trzeba się troszczyć Przyjaźń jest więzią, która angażuje całego człowieka, a boli to, że musi wzrastać i dojrzewać. Przyjaźń, tak jak życie, ma swoje cykle i pory roku. I choć są one przewidywalne, to nie znaczy, że można je kontrolować. Przynoszą one ze sobą nie tylko radość, ale i smutek. „Nawet jeśli mamy to szczęście i posiadamy jednego, dwóch lub trzech ukochanych i «najlepszych przyjaciół», przyjaźnie – jak uczy nas tego życie – to w najlepszym razie więzi z rodzaju niedoskonałych”. Warto o tym pamiętać, ale jednocześnie troszczyć się o nie. Co to jest Przyjaźń ? Na początku jestem szczęśliwym spotkaniem. Takim maleńkim, ale jakże wspaniałym (prawda?) prezentem od Boga. Skarbem przynoszącym Szczęście! Potem są małe kroczki rozmowy, poznania i... miłości. Takiej bezinteresownej. Wznoszącej ponad ziemię. Przyjmuję każdego takim, jaki jest. Ze wszystkimi Jego wadami i zaletami. Po to, aby później pomóc mu znaleźć prawdę we własnym sercu. Za chwilę uczę życia razem i palę rozczarowania. Odświeżam siły, a jednocześnie jestem pracą nade mną. Jestem przebywaniem z drugą osobą i dostrzeganiem jej nieobecności. Jestem pewnością, że kiedykolwiek zadzwonisz, po drugiej stronie odezwie się osoba zawsze gotowa Cię wysłuchać. Jestem darem jednego człowieka dla drugiego. Dłonią mającą swoje miejsce w drugiej dłoni. Jestem łańcuchem uczuć chłodnych i serdecznych, z tym, że te pierwsze są rzadkością. Jestem radością w dzieleniu powodzeń i przebaczeniem krzywd. Przynoszę spokój i jestem najmocniejszym, najdoskonalszym i najskuteczniejszym lekarstwem na cierpienie. Jestem rozległym stepem. Wypływam z wielu źródeł, z których największym jest szacunek. Jestem drzewem, pod którym można się schronić. I jego owocem dojrzewającym szybciej, gdy się go właściwie pielęgnuje. Jestem uśmiechem i jaśniejącym słońcem na niebie. Jestem najpiękniejszą rzeczą, jaką człowiek może zaproponować drugiemu człowiekowi. Czymś boskim i nieśmiertelnym. Nie zniszczy mnie żadna siła, ani czas mnie nie osłabi. A przede wszystkim KOCHAM człowieka dla niego samego. Nieszczęsne mity o ludzkiej seksualności Jedną z cech obecnej cywilizacji jest zupełnie bezkrytyczne i natrętne wręcz promowanie nieszczęsnych mitów w odniesieniu do ludzkiej seksualności. Mit pierwszy głosi, że wszystkie zachowania w sferze seksualnej są równie dobre i że ta sfera jest wyłącznie prywatną sprawą danego człowieka. Mit ten jest nadal podtrzymywany mimo, że jest on absurdalny i zupełnie sprzeczny z oczywistymi faktami. Faktem jest przecież, że znaczna część zachowań seksualnych jest aż tak bardzo okrutna i szkodliwa, że nie tylko naruszają one normy moralne, ale są również zakazane przez kodeks karny. Równie oczywistym faktem jest to, że niektóre zachowania seksualne prowadzą nie tylko do przestępstw, ale także do zranień fizycznych i psychicznych, do nałogów i uzależnień, do zaburzeń psychicznych i chorób fizycznych. Inny modny obecnie mit głosi, że to badania naukowe powinny decydować o tym, które zachowania w sferze seksualnej są prawidłowe i roztropne. Tymczasem badania naukowe mogą jedynie rejestrować to, co czynią poszczególni ludzie czy grupy społeczne. Nauki empiryczne nie są natomiast w stanie określić, które zachowania są dojrzałe oraz jaki jest ostateczny sens ludzkiej seksualności. Ponadto coraz częściej okazuje się, że badania naukowe są manipulowane, czyli podporządkowane interesom sponsorów, a nawet samych badaczy. Naukowcy nie szukają wtedy prawdy, ale próbują „udowadniać” przyjęte z góry tezy. Jeśli badania skuteczności prezerwatyw dokonywane są za pieniądze producentów antykoncepcji, to z góry wiadomo, że muszą one „wykazać” niezwykłą skuteczność tych produktów. Inaczej honorarium dla „naukowców” będzie niewielkie. Słynny stał się ostatnio skandal związany z „badaniami” Kinseya na temat typowych zachowań seksualnych w społeczeństwie amerykańskim. Okazało się, że „badał” on głównie osoby zaburzone, więźniów i przestępców seksualnych, a celem takich „badań” było „naukowe udowodnienie”, że wszystkie zachowania seksualne są jednakowo dobre, łącznie z seksualnym wykorzystywaniem dzieci i innymi patologiami (por. Reisman J., Eichel E., Kinsey — seks i oszustwo, Wydawnictwo A.M. Dybowski, Warszawa 2002). Kolejnym modnym mitem jest twierdzenie, że prezerwatywa gwarantuje „bezpieczny” seks, czyli że można współżyć z kimkolwiek i w jakikolwiek sposób bez żadnych negatywnych konsekwencji. Tymczasem w rzeczywistości prezerwatywa to rodzaj rosyjskiej ruletki. Można ją też nazwać opóźniaczem śmierci, gdyż może ona jedynie opóźniać zarażenie się chorobami przekazywanymi drogą płciową. Nie może natomiast przed tymi chorobami uchronić. Większość ludzi chorych i umierających na AIDS — przynajmniej w Europie i Ameryce Północnej - to osoby, które uwierzyły w mit o bezpiecznym seksie, który miała gwarantować prezerwatywa. W rzeczywistości nic poza czystością przedmałżeńską i wiernością małżeńską nie może zapewnić nam bezpiecznego seksu i uchronić przed chorobami przenoszonymi drogą współżycia seksualnego. Z chorobą AIDS związany jest kolejny nieszczęsny mit. Zwłaszcza środowiska homoseksualistów - a zatem osób najbardziej dotkniętych tą chorobą — próbują wmówić samym sobie oraz innym ludziom, że głównym problemem ludzi chorych na AIDS jest brak akceptacji ze strony społeczeństwa. Tymczasem głównym problemem tych chorych jest fakt, że umierają i że odtąd już do śmierci powinni zachować całkowitą wstrzemięźliwość seksualną, aby nie zarazić tą śmiertelną chorobą innych osób. Cała grupa absurdalnych mitów związana jest z aborcją. Jednym z takich mitów jest twierdzenie, że nie narodzone niemowlę w łonie swojej matki nie jest jeszcze człowiekiem. Podobnie cyniczny mit to twierdzenie, że dobrze przeprowadzona aborcja nie jest krzywdą dla matki. Oba te mity są w oczywistej sprzeczności z wiedzą z zakresu medycyny. Kolejny mit to twierdzenie, że aborcja wynika z prawa kobiety do decydowania o tym, czy chce być ona matką, czy też nie. Tymczasem aborcja dotyczy wyłącznie tych kobiet, które już są matkami. W tej sytuacji mogą one jedynie decydować o tym, czy być matką dziecka żywego czy też dziecka zabitego. Jeszcze jeden mit to twierdzenie, że problemem nie jest sama aborcja, a jedynie niebezpieczne warunki przeprowadzenia aborcji. Tak rozumując trzeba by pozwolić na legalne dokonywanie nie tylko aborcji, ale także na przykład kradzieży, gdyż dopóki kradzież jest zakazana prawem, to złodzieje „muszą” dokonywać jej w niebezpiecznych dla zdrowia i życia warunkach (przeskakują przez ogrodzenie, uciekają przed policją, bywają zranieni czy zabici przez broniącą siebie i dobytku ofiarę napadu). Z problemem aborcji związany jest też wyjątkowo cyniczny mit, a mianowicie mit, że lekarze powinni rozwiązywać problemy społeczne, psychiczne czy materialne kobiet, które oczekują narodzin dziecka. Tymczasem jedynym zadaniem służby zdrowia jest leczenie chorych ludzi, a nie rozwiązywanie ich problemów pozamedycznych. Jeśli mama oczekująca narodzin swojego poczętego już dziecka ma problemy natury społecznej, psychicznej czy materialnej, to lekarz powinien ją skierować do odpowiednich instytucji czy osób (ośrodek pomocy społecznej, psycholog, ksiądz, fundacje związane z ochroną matek i dzieci), a nie zabijać jej dziecko. Niemniej absurdalny mit polega na żądaniu, by „nie dyskryminować” homoseksualistów, czyli by w imię „tolerancji” i „równości” praw uznać związki homoseksualne za coś tak samo dobrego jak związek małżeński kobiety i mężczyzny. Gdyby zgodzić się na tego typu mit, to wszystkie możliwe do pomyślenia formy związków między ludźmi trzeba by akceptować i uznać za równie wartościowe. A zatem także zakazane prawem związki seksualne osób dorosłych z dziećmi czy poligamię. Trzeba by również przyznać prawa małżeńskie pojedynczym osobom, które mogą przecież uznać się za jednoosobowe małżeństwo! Tymczasem sprzeciw wobec związków homoseksualnych nie wynika z braku tolerancji ani nie jest przejawem dyskryminacji, lecz wynika z faktu, że społeczeństwo oparte na takich związkach byłoby po prostu skazane na biologiczne wymarcie. Nie może zatem traktować i wspierać takich związków na równi z małżeńskim związkiem kobiety i mężczyzny, bez których nie może istnieć żadne społeczeństwo i bez których możemy zbudować jedynie cywilizację śmierci. Niestety tego typu okrutnych i cynicznych mitów dotyczących ludzkiej seksualności jest dużo więcej. Są one nadal głoszone w telewizji, radiu i czasopismach, a także przez niektórych seksuologów, ginekologów, a nawet wychowawców mimo, że absurdalność tych mitów jest oczywista. Trwanie tego typu mitów jest nie tyle wynikiem ludzkiej naiwności, ile raczej wynikiem świadomej manipulacji ze strony tych, którzy zarabiają na chorej seksualności. Producenci oraz sprzedawcy pornografii i antykoncepcji, lekarze dokonujący aborcji, osoby związane z prostytucją, seksuolodzy i terapeuci leczący zaburzenia seksualne to przykłady środowisk i osób, które szukają swoich klientów wśród ludzi zaburzonych i zniewolonych w sferze seksualnej. Takie osoby i środowiska chętnie wymyślają różne mity oraz iluzje, dzięki którym łatwiej jest im znaleźć i poszerzyć krąg klientów, którzy kupią oferowane przez nich towary czy usługi. Mitami seksualnymi posługuje się obecnie wielu twórców reklam i filmów, przez co środki społecznego przekazu stają się coraz częściej miejscem przemocy i molestowania seksualnego oraz miejscem promowania postaw zaburzonych i chorych. Zdarza się nawet i tak, że wychowanie seksualne w szkole w wykonaniu nieodpowiedzialnych czy niekompetentnych nauczycieli staje się miejscem demoralizacji i przemocy seksualnej w odniesieniu do dzieci i młodzieży. W tej sytuacji tylko ci młodzi, którzy potrafią krytycznie myśleć i wyciągać logiczne wnioski z obserwacji życia swojego oraz innych ludzi, mają szansę ustrzec się niebezpiecznych mitów i zająć rozsądną postawę w sferze seksualnej. W przeciwnym przypadku staną się kolejnymi ofiarami cynicznych dorosłych, którzy żerują na ludzkiej słabości i ryzykują, że również w ich życiu seksualność odsłoni swoje dramatyczne i nieszczęsne oblicze. -------------------------------------------------------------------------------------------- Wartość przyjaciela Pewnego dnia, był to jeden z pierwszych dni w nowym liceum, zobaczyłem chłopaka z mojej klasy wracającego do domu. Nazywał się Kyle. Wyglądało na to, że niósł ze sobą wszystkie książki. Pomyślałem sobie: Dlaczego ktoś, w piątek, miałby nieść do domu wszystkie swoje książki? To musi być skończony osioł. Miałem sporo planów na ten weekend (imprezy, mecz futbolowy jutro popołudniu), więc wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Kiedy szedłem zobaczyłem grupę dzieciaków biegnących w jego stronę. Wpadli na niego, wyrwali mu z rąk wszystkie książki i podstawili nogę, tak, że wylądował w kurzu. Jego okulary poleciały w powietrze i zobaczyłem jak wylądowały w trawie około pięciu metrów od niego. Spojrzał w górę i zobaczyłem bezgraniczny smutek w jego oczach. Moje serce wyrwało się ku niemu, więc podbiegłem do niego, a kiedy czołgał się, rozglądając się wkoło w poszukiwaniu swoich okularów, zobaczyłem w jego oczach łzy. Podałem mu okulary i powiedziałem: - Ci faceci to dupki. Powinno się im dokopać! Spojrzał na mnie i powiedział: - Hej, dzięki! Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeden z tych uśmiechów wyrażających prawdziwą wdzięczność. Pomogłem mu pozbierać książki i zapytałem gdzie mieszka. Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc zapytałem, dlaczego nigdy wcześniej go nie widziałem. Powiedział, że wcześniej chodził do szkoły prywatnej. Nigdy wcześniej nie kolegowałem się z chłopakiem ze szkoły prywatnej. Całą drogę do domu rozmawialiśmy, a ja pomogłem mu nieść książki. Okazało się, że był całkiem fajnym chłopakiem. Zapytałem czy nie chciałby pograć z moimi przyjaciółmi w piłkę. Odpowiedział, że tak. Trzymaliśmy się razem przez cały weekend, a im lepiej poznawałem Kylea, tym bardziej go lubiłem. Tak samo myśleli o nim moi przyjaciele. Nastał poniedziałkowy poranek, a Kyle znów szedł z naręczem swoich książek. Zatrzymałem go i powiedziałem: - Jeśli codziennie będziesz nosił te książki, dorobisz się niezłych muskułów! Roześmiał się tylko i podał mi połowę książek. W ciągu następnych czterech lat, Kyle i ja bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy staliśmy się seniorami, zaczęliśmy myśleć o pójściu na studia. Kyle zdecydował się na Georgetown, a ja wybierałem się do Duke. Wiedziałem, że na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i że ta odległość nigdy nie będzie problemem. On zamierzał zostać lekarzem, a ja chciałem dostać sportowe stypendium. Kyle miał wygłosić mowę pożegnalną na zakończeniu roku, więc musiał się przygotować. Drażniłem się z nim, mówiąc, że jest kujonem. Byłem bardzo zadowolony, że to nie ja będę musiał stanąć na podium i wygłosić mowę. Na zakończeniu roku, zobaczyłem Kylea. Wyglądał wspaniale, był jednym z tych facetów, którzy odnaleźli się podczas nauki w szkole. Przybrał na wadze i właściwie, to wyglądał dobrze w okularach. Miał więcej randek niż ja i kochały go wszystkie dziewczyny. Matko, czasami byłem zazdrosny! Dzisiaj był jeden z tych dni. Widziałem, że denerwował się mową. Więc szturchnąłem go w plecy i powiedziałem: - Hej, wielkoludzie! Będziesz wspaniały! Spojrzał na mnie z jednym z tych wyrazów twarzy (tym wyrażającym wdzięczność) i uśmiechnął się. - Dziękuję - Powiedział. Kiedy rozpoczął swoją mowę, odchrząknął kilka razy i zaczął: - Zakończenie roku jest czasem, kiedy dziękujemy ludziom, którzy nam pomogli przejść przez te trudne lata. Swoim rodzicom, nauczycielom, rodzeństwu, może trenerom... ale najbardziej swoim przyjaciołom. Chcę wam powiedzieć, że bycie przyjacielem jest najlepszym darem, jaki możecie im dać. Zamierzam opowiedzieć wam pewną historię. Spojrzałem z niedowierzaniem na mojego przyjaciela, kiedy opowiedział o dniu, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Podczas tamtego weekendu zamierzał się zabić. Opowiedział w jaki sposób opróżnił swoją szafkę, żeby jego mama nie musiała później tego robić, i jak niósł swoje rzeczy do domu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się słabo. - Dzięki Bogu, zostałem uratowany. Mój przyjaciel uratował mnie przed zrobieniem tej strasznej rzeczy. Usłyszałem szept rozchodzący się po tłumie, kiedy ten przystojny, popularny chłopak opowiadał o swojej słabości. Zobaczyłem jego mamę i tatę uśmiechających się do mnie w ten sam, pełen wdzięczności sposób. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z jego głębi. Nigdy nie oceniaj zbyt nisko swoich czynów. Jednym drobnym gestem, możesz odmienić życie innej osoby. Na lepsze lub na gorsze. Bóg stawia nas na czyjejś drodze, abyśmy w jakiś sposób wpłynęli na życie innej osoby. Szukaj Boga w innych. "Przyjaciele są jak anioły, które stawiają nas na nogi, kiedy nasze skrzydła zapomniały jak się lata." Nie istnieje żaden początek ani koniec... Dzień wczorajszy jest historią. Dzień jutrzejszy - tajemnicą. Dzień dzisiejszy jest - darem.
PODOBNE NOTATKI:
DEBATA STUDENTÓW:
Znajdź notatki
Pomoce naukowe i notatki + Dodaj
Najnowsze artykuły + Dodaj
- Kongo znowu w ogniu
- Rosja krytykuje Zachód
- Iran walczy o dominację w regionie
- Birma podąża ku zachodowi
- Menedżer w Rosji
- Biznes po rosyjsku
- Co dalej z prawami kobiet w Afganistani...
- Branża IT w rękach programistów
- Rosyjska etykieta spotkań biznesowych
- Głodna Afryka