2 grudzień 2013

Niemiec, czyli kto?

Dział: Felietony
Napisane przez  magwoj90

Spis treści

Teraz może nieco o relacjach damsko- męskich. Mężczyźni w Niemczech bardzo rzadko (żeby nie powiedzieć wcale) nie prawią kobietom komplementów. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ogóle nie znają pojęcia „flirtu słownego z nieznajomą”. To przecież krótka miła, niezobowiązująca rozmowa, która nie musi ostatecznie do niczego prowadzić. Niemiec przeważnie traktuje kobietę na równi ze sobą, rzadko w sposób szczególny ( zgodnie z myślą: „chciały równouprawnienia to mają”). No i ostatnia kwestia, która była dla mnie sporym zaskoczeniem: Niemcy raczej nie przepuszczają kobiet w drzwiach, ani nie podają kobiecie płaszcza w restauracji. Prawda, że to dziwne?

Muszę przyznać, że nasi zachodni sąsiedzi (przynajmniej ci z którymi miałam styczność) są bardzo bezpośredni w kontaktach z innymi ludźmi. Nie odczuwają większych oporów, aby powiedzieć innym ludziom co tak naprawdę o nich myślą. Z jednej strony jest to dobre – nie „owijają w bawełnę”, tylko wprost mówią co im się podoba a co nie. To świadczy również o tym, że lubią jasne sytuacje. Ale czasem tą zbytnią szczerość można przecież zastąpić delikatną sugestią w kierunku innej osoby, że powinna nieco zmienić swoje postępowanie. Nad tym, uważam, Niemcy powinni troszkę popracować.

Jeśli już jesteśmy w temacie relacji międzyludzkich to warto w tym miejscu wspomnieć o kwestii odwiedzin. Niemcy nie są tak spontaniczni w zapraszaniu gości, jak Polacy. Gdy dwie znajome kobiety spotkają się przypadkiem na ulicy i „zagadają się” (plotki, ploteczki), rzadko zdarza się, żeby któraś z nich rzuciła (dobrze nam, Polkom znane) spontaniczne: „To chodźmy do mnie na kawę, pogadamy” (nawet jeśli dom którejś z nich znajduje się po przeciwnej stronie ulicy!). Niemka będzie z nami godzinami rozmawiała na ulicy, ale do domu, bez wcześniejszej zaproszenia (prawdopodobnie) nas nie zaprosi. Ewentualnie zaproponuje odwiedziny za kilka dni, czy za tydzień. Ale zasada jest jedna - musi być to wcześniej ustalone, umówione, zaplanowane. Spontaniczne wizyty nawet bardzo krótkie nie są w Niemczech w powszechnym zwyczaju, a gdy się zdarzą powodują zdenerwowanie u gospodyni/gospodarza. Także niemiecka formuła rutynowa „wpadnij do mnie przy okazji” nie jest w żadnym wypadku zaproszeniem do odwiedzin. Jest to tylko krótki sygnał, że ktoś chce kontynuować z nami znajomość, kontakty towarzyskie. A kiedy już jesteśmy u Niemców w odwiedzinach to pamiętajmy, że tylko RAZ zostaniemy zapytani, o to, czy życzymy sobie coś do picia. Jeśli odpowiemy, że nie (nawet z grzeczności, bo nie chcemy robić kłopotu gospodarzom), to nasze słowa zostaną potraktowane poważnie i choćby wizyta się przeciągnęła, DRUGI RAZ Niemiec nam już trunku nie zaproponuje. Tak więc trzeba się dobrze zastanowić zanim udzielimy odpowiedzi

Jeszcze jedna kwestia… kogo tak właściwie można nazwać Niemcem? W moim przekonaniu musi to być osoba, której: przynajmniej jedno z rodziców jest narodowości niemieckiej, posługująca się językiem niemieckim oraz utrzymująca (bez względu na miejsce zamieszkania) łączność z krajem i kulturą niemiecką.

Z pewnością nie można generalizować i oceniać wszystkich Niemców szablonowo, bo każdy człowiek jest przecież inny. Ciężko więc mówić o uniwersalnych prawdach. Niemniej jednak myślę, że w każdej powyższej wypowiedzi odnaleźć można przysłowiowe „ziarnko prawdy”.


Spodobał Ci się ten artykuł? Poleć go innym !

Podsumowanie artykułu

Aktualności

Ciekawe filmy

Nauka i rozwój

Informacje o plikach cookie. Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu
ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

Regulamin